
Zaczęło się całkowicie niepozornie. Czerwcowe słońce, gitara, paru chłopaków no i jako poszło. Nikt za bardzo nie potrafił grać, ale padł pomysł i wkrótce potem powstało coś na kształt zespołu. Później zaczęliśmy molestować szkołę i znalazła się salka, na zakończenie roku zagraliśmy pierwszy koncert - sala gimnastyczna, złośliwy nagłośnieniowiec i prawdziwy punk rock w naszym wykonaniu :) Owacjom końca nie było widać.
Po wakacjach nastąpiła mała rotacja w składzie, jedni poszli, inni przyszli, zmieniliśmy nazwę na Platfus - tak, i był to w pełni świadomy wybór, wcale a wcale nie losowanie ze słownika. Tym sposobem ustalił się skład na miesięcy następnych parę. Dołączyła do nas śpiewaczka Jola, i wzięliśmy się na poważnie do pracy.
Nasza katorga zaowocować musiała - tego miesiąca w osrodku MODEM w Matemblewie popelnilismy pierwszy powazny koncert. Popełniliłmy. Dowody sa, kupa smiechu zamknieta szczelnie na kasecie VHS w szafce na klucz, gorliwie pilnowana. Ale wspomnienia mamy jak najbardziej pozytywne, opowiesci o wesolym autobusie oraz pogo w masce gazowej przeszly chyba do historii gatunku. Frekwencja naprawde nas zadziwila, i od tej pory zadziwiala nas zreszta dosc czesto, za co wszystkim znajomym oraz garstce nieznajomych podziekowac wypada.:)
Kolejny raz zawiał nas deszcz zmian. Po roku współpracy z Jola nadeszła chwila rozstania - i rozpoczelismy poszukiwania wokalisty. Koniecznie rodzaju męskiego, jak by to nie brzmiało. W międzyczasie spedzilismy wakacje pod namiotami na warsztatach organizowanych prez Mrowisko, poznaliśmy kupę fajnych ludzi i na koniec zagraliśmy koncert z kilkoma wokalistami, jednak ten jedyny sie nie znalazl. Po wakacjach okazalo sie, ze nie bez powodu mowi sie, ze spiewajacy facet to jak nienastrojony fortepian. Wlasciwie sie tak nie mowi, ale po pol roku bezskutecznych poszukiwan naprawde powoli zaczynalismy miec dosc i mowic tak, a nawet i mniej parlamentarnie..
Zanotowalismy dwa wazne wydarzenia: po pierwsze, dolaczyl do nas drugi gitarzysta, chlopak o rozwianych wlosach - jendym slowem, Skat. Po drugie, dnia ktoregos tam, swoje ukryte talenty wokalne ujawnil wroobel, tym samym obejmujac role frontmena. Niestety, po paru miesiacach i paru koncertach doszlismy wspolnie do wniosku ze byl to falstart. Ze zlamanym sercem szukalismy dalej.
no i poszlo. Drzewo wyczail Skata, jak ten nucil sobie pod nosem jakas melodyjke, a czynil to calkiem zgrabnie. Nim sie obejrzal, trzymal juz w rece mikrofon..i tak mu zostalo. Tym sposobem okreslil sie obecny sklad. Nabuzowani i niewyzyci, wzielismy sie z kopyta do robienia materialu, ale skonczyl sie rok szkolny i wszyscy sie rozjechali..
Po wakacyjnym rozleniwieniu i zbiciu miliona bakow, znowu zeszlismy sie zusammen, i cala Torunska zadrzala w posadach. Troche zmienil sie nasz muzyczny kierunek, ale tak czy inaczej, rozpoczelismy intensywna prace, i trwa ona po dzis dzien. :)